„Już nie daję rady”, kiedy organizm uruchamia system alarmowy

W pracy z emocjami, ciałem i podświadomością często spotykam się z jednym momentem, który staje się punktem zwrotnym dla wielu osób: chwila, w której wypowiadają zdanie: „Już nie daję rady.”

To nie jest oznaka słabości. To nie porażka. To naturalna reakcja organizmu na długotrwałe przeciążenie emocjonalne i psychiczne, które nie zostało wcześniej dostrzeżone i zaopiekowane.

Przeciążenie nie zawsze zaczyna się spektakularnie. Często przychodzi stopniowo  w postaci:
  • chronicznego zmęczenia,

  • napięcia w ciele,

  • problemów z koncentracją,

  • bezsenności lub nadmiernego pobudzenia.

Organizm nieustannie balansuje między mobilizacją a regeneracją. Jeśli przez dłuższy czas żyjemy w trybie „działaj, ogarniaj, wytrzymaj”, ciało traci zdolność powrotu do równowagi. Pojawia się stan wyczerpania emocjonalnego, który psychologia nazywa m.in. burnoutem lub wypaleniem emocjonalnym.

Mechanizmy tłumienia emocji

Wielu z nas, szczególnie osoby „dzielne”, wspierające innych, opiekuńcze, przez lata ignoruje własne emocje, bo: nie było na nie przestrzeni w domu rodzinnym, utożsamiają je ze słabością, nigdy nie nauczono ich, jak je bezpiecznie wyrażać. Tymczasem emocje, które nie zostają wyrażone, nie znikają. One zostają w ciele jako napięcie, somatyczne objawy, nieuświadomiona złość lub lęk.

„Już nie daję rady” to moment, w którym emocjonalny system obronny przestaje działać  i człowiek zaczyna kontaktować się z tym, co przez lata było wypierane.

Co dzieje się dalej?

Ten moment może być przełomowy  o ile zostanie zauważony i przyjęty. Wiele osób zamiast zatrzymać się i spojrzeć w głąb, jeszcze bardziej zaciska zęby: zwiększają tempo działania, szukają natychmiastowych rozwiązań, ignorują pierwsze sygnały ciała.

Tymczasem to, czego organizm potrzebuje najbardziej, to: spowolnienie, kontakt z ciałem, przyjęcie emocji, świadoma obecność.

Jak wspieram w takich momentach?

Moja praca opiera się na łączeniu różnych poziomów: ciała, emocji, podświadomości i energii.
To nie jest klasyczna terapia  to przestrzeń, w której:

  • uczymy się rozpoznawać sygnały z ciała, zanim zamienią się w chorobę,

  • kontaktujemy się z emocjami poprzez czucie, a nie analizę,

  • uznajemy przeszłość, by odzyskać teraźniejszość.

W pracy 1:1 używam narzędzi takich jak:
numeroterapia, ustawienia systemowe, odczyty z Kronik Akaszy, a przede wszystkim  uważność na to, co żywe w człowieku w danym momencie.

Co możesz zrobić, gdy czujesz przeciążenie?

Nie potrzebujesz wielkich deklaracji. Czasem wystarczy zatrzymać się i zapytać:  „Co teraz czuję?” „Gdzie w ciele jest największe napięcie?” „Czyje emocje teraz czuję  swoje czy może cudze?”

Małe kroki mają ogromne znaczenie, bo uczą Twój układ nerwowy, że jesteś wreszcie obecna dla siebie.

Jeśli czujesz, że nadszedł Twój moment  jestem tutaj.
Nie po to, by Cię prowadzić, ale by iść obok Ciebie, z szacunkiem do Twojego tempa i gotowości.